Anna od Najświętszego serca
Skoro istnieje tylko ta chwila — Wstań, przyjaciółko moja, i pójdź w me ramiona. Siedzieliśmy w knajpie. Miasto jeszcze świeciło, ale już nie żyło. Neony biły jak serce tuż przed zatrzymaniem. Ktoś mówił o jutrze. Nikt nie słuchał. Patrzyłaś na mnie. Masz jej oczy. Tej pierwszej. Ale to już nie ona. To ty. — Miasto umiera cicho. Bez ognia. Bez końca. Ludzie siedzą naprzeciw siebie i nie mogą się dosięgnąć. To jest krzyż. Nie drewno. Odległość. — Wstań, przyjaciółko moja, i pójdź w me ramiona. — Anna od Najświętszego Serca. Ciało. Bliskość. Ogień, który boli. Moja Anima. Nie ratujesz. Nie obiecujesz. Jesteś. — Wstań, przyjaciółko moja, i pójdź w me ramiona. — I to wystarczy, żeby serce — mimo wszystko — jeszcze raz uderzyło.









