Bezwarunkowa miłość
Bezwarunkowa miłość Boga schodzi cicho w stronę ludzkiego życia. Nie wdziera się. Staje pod drzwiami serca jak wędrowiec o zmierzchu i puka – cierpliwie, bez pośpiechu, bez żądania odpowiedzi. Gdy spotyka ludzkie ego, bywa odrzucona. Jak światło zasłonięte dłonią, jak deszcz odbity od dachu. Ego zamyka, tłumaczy się strachem, chroni swoje granice, nie wiedząc, że broni się przed własnym uzdrowieniem. A jednak ta miłość nie odchodzi. Nie obraża się. Nie cofa daru. Trwa jak ogień, który nie parzy, jak źródło, które nie wysycha, jak cisza, która nie przestaje mówić. Akceptuje człowieka takim, jakim jest – poranionego, zagubionego, niespójnego. Nie czeka, aż stanie się lepszy. Jest gotowa oddać siebie, zanim zostanie zrozumiana. I wciąż stoi u drzwi. Jak chleb, który stygnie na stole. Jak ramiona otwarte nawet wtedy, gdy nikt nie chce w nie wejść.






