Maranatha. Na podstawie Psalmu 44
Panie, nie przychodzę z pieśnią lekką, nie przychodzę z sercem jasnym — przychodzę z ciężarem dni, które nie mają końca. Nie dlatego wołam, że jestem godny, nie dlatego podnoszę głos, że jestem czysty — lecz dlatego, że nie mam już dokąd odejść, bo każda droga prowadzi w to samo milczenie. Lecz to z powodu Ciebie ciągle nas mordują, liczą nas jak owce przeznaczone na rzeź, jak stada bez imienia, bez pasterza, bez śladu. Dzień wstaje i nie przynosi światła, noc zapada i nie daje odpoczynku, a człowiek patrzy na człowieka i widzi w nim głód, który chce pożreć. Miasta pełne są krzyku bez głosu, domy pełne są obecności bez miłości, a serca biją — lecz jakby poza życiem. Twoje Imię przechodzi przez usta, ale nie zapala ognia, Twoje Słowo brzmi — ale nie podnosi z prochu. Zbudź się, Panie. Zbudź się — bo my już nie umiemy spać. Jeśli śpisz — obudź się. Jeśli milczysz — przemów. Jeśli patrzysz — pokaż, że widzisz. Dlaczego ukrywasz swoje oblicze, dlaczego zasłaniasz się nocą, która wlewa...









