Maranatha. Na podstawie Psalmu 44
Panie,
nie przychodzę z pieśnią lekką,
nie przychodzę z sercem jasnym —
przychodzę z ciężarem dni, które nie mają końca.
Nie dlatego wołam, że jestem godny,
nie dlatego podnoszę głos, że jestem czysty —
lecz dlatego, że nie mam już dokąd odejść,
bo każda droga prowadzi w to samo milczenie.
Lecz to z powodu Ciebie ciągle nas mordują,
liczą nas jak owce przeznaczone na rzeź,
jak stada bez imienia, bez pasterza, bez śladu.
Dzień wstaje i nie przynosi światła,
noc zapada i nie daje odpoczynku,
a człowiek patrzy na człowieka
i widzi w nim głód, który chce pożreć.
Miasta pełne są krzyku bez głosu,
domy pełne są obecności bez miłości,
a serca biją — lecz jakby poza życiem.
Twoje Imię przechodzi przez usta,
ale nie zapala ognia,
Twoje Słowo brzmi —
ale nie podnosi z prochu.
Zbudź się, Panie.
Zbudź się — bo my już nie umiemy spać.
Jeśli śpisz — obudź się.
Jeśli milczysz — przemów.
Jeśli patrzysz — pokaż, że widzisz.
Dlaczego ukrywasz swoje oblicze,
dlaczego zasłaniasz się nocą,
która wlewa się w kości i nie chce odejść?
Dlaczego zapominasz o nędzy,
która nie jest chwilą, lecz chlebem codziennym,
o ucisku, który nie krzyczy —
bo już nie ma siły krzyczeć?
Nasza dusza schyla się ku ziemi,
nie w pokorze, lecz pod ciężarem,
którego nie umiemy unieść.
Nasze ciało przylgnęło do prochu,
nie w ciszy modlitwy,
lecz w zmęczeniu, które odbiera oddech.
Każdy krok jest wysiłkiem,
każdy oddech jest walką,
każdy dzień jest powrotem do tego samego bólu.
Powstań, Panie.
Powstań — zanim całkiem opadniemy.
Nie dla naszej sprawiedliwości —
bo jej nie mamy,
nie dla naszych czynów —
bo są jak popiół rozwiany w wietrze.
Powstań dla swojego Imienia,
dla tego światła, które sam zapaliłeś
i które jeszcze tli się w ciemności.
Powstań dla tej resztki,
która jeszcze woła,
choć głos ma słaby i drżący.
Przyjdź i pomóż nam,
bo sami już nie umiemy powstać.
Przyjdź i wyrwij nas
z tego, co nas pożera od środka,
z tego, co rośnie w ciszy i rozkłada duszę.
Przyjdź nie jutro,
bo jutro może nie nadejść,
przyjdź teraz —
bo teraz jesteśmy na granicy.
Bo jeśli nie przyjdziesz,
jeśli pozostaniesz ukryty w swojej ciszy,
jeśli noc będzie trwała bez końca —
to nie zostanie już nic,
co mogłoby Cię jeszcze wołać,
nic, co pamiętałoby Twoje Imię,
nic, co uniosłoby głos ku Tobie.
Powstań, Panie.
Powstań — i nie milcz.



Komentarze
Prześlij komentarz