Psalm za zranionego
Psalm za zranionego
Błogosław, Panie, w nim święte imię swoje.
Spotkałem człowieka
jak drzewo rozłupane piorunem,
na wylot zranionego cierpieniem.
Wiedziałem dokładnie,
gdzie weszły gwoździe boleści,
gdzie żelazo dotknęło duszy.
Jego milczenie było otwarte
jak dom bez drzwi.
A ja czułem w sobie
pustkę jego ran —
jak studnię bez wody.
Błogosław, Panie, w nim święte imię swoje.
Rozmawialiśmy do wieczora.
Słowa płynęły jak rzeka,
lecz pod nimi toczył się kamień bólu.
Mówiliśmy o wszystkim
i o niczym,
a noc schodziła powoli
jak oliwa na rany.
Między nami stało cierpienie —
nie jako wróg,
lecz jak świadek.
Błogosław, Panie, w nim święte imię swoje.
Rankiem,
jeszcze przed jutrznią,
gdy świat był cichy jak hostia w dłoni,
ofiarowałem go Tobie.
W świątyni serca,
przeszytego na wylot cierpieniem,
położyłem jego imię
jak dar na ołtarzu ukrytym.
Nie miałem nic więcej —
tylko wiarę,
że Twoja litość jest większa niż rana.
Błogosław, Panie, w nim święte imię swoje.
Niech nawiedzi go od środka
wschodzące słońce,
niech światło przeniknie szczeliny bólu,
jak ogień w szczeliny skały.
Niech Twoja serdeczna litość
spłynie w niego
jak deszcz na spękaną ziemię.
Oto Twój syn, Panie —
nie mój,
nie świata,
lecz Twój.
Błogosław, Panie, w nim święte imię swoje.



Komentarze
Prześlij komentarz