Psalm 27 / medytacja
„O jedno proszę Pana, tego poszukuję.”
Pośród wielu spraw wracam do jednego:
nie zgubić Ciebie.
Bo łatwo się zgubić
w pracy, w pośpiechu, w ambicjach,
w drobnych sporach i zmęczeniu dnia.
„Abym mógł przebywać w domu Pana po wszystkie dni mego życia.”
Nie tylko w modlitwie.
Także przy stole w domu.
W rozmowie.
W pracy wykonywanej dzień po dniu.
Tam również chcę Cię pamiętać.
„Abym kosztował słodyczy Pana.”
Czasem przychodzi chwila ciszy.
Krótka jak oddech.
I wtedy czuję łagodność,
której nie potrafię wytłumaczyć.
„On przechowa mnie w swoim namiocie w dniu niedoli.”
Bo są też dni ciężkie.
Gniew.
Zmęczenie.
Rozczarowanie sobą.
I wtedy szukam miejsca,
gdzie mogę po prostu być.
„Ukryje mnie w głębi swego przybytku.”
Przynoszę Ci to wszystko:
lęk, chaos, wstyd, niespełnienie.
Ty nie odwracasz wzroku.
„Na skałę mnie wyprowadzi.”
Powoli uczę się,
że moje życie nie stoi na emocjach.
Jest coś głębszego.
Coś, co się nie chwieje.
I wtedy zaczynam rozumieć coś jeszcze.
Otrzymałem coś, czym jestem.
Nie wiem, czym to jest.
Ale wiem, że jest dobre.
Nie stworzyłem tego sam.
Nie zdobyłem pracą ani wysiłkiem.
Zostało mi dane.
To, czym jestem,
jest ciche i ukryte.
A jednak właśnie tam
najłatwiej spotykam Ciebie.
„Szukaj Jego oblicza.”
To wezwanie wraca
pośród zwykłego życia.
„Szukam, o Panie, Twojego oblicza.”
Szukam Cię więc
pośród pracy i zmęczenia,
pośród radości i porażek,
pośród dni jasnych i ciemnych.
I powoli odkrywam coś prostego.
To, czego szukam,
jest bliżej niż myślałem.
Bliżej niż oddech.



Komentarze
Prześlij komentarz