Czas, którego nie wybrałem

 


Przez najbliższe dwa miesiące nie będę budował, nosił kamieni, pracował w lesie ani wykonywał wielu rzeczy, które przez lata wydawały mi się naturalną częścią życia.

Po operacji kręgosłupa otrzymałem nieoczekiwany dar: przymus bezruchu.

Nie prosiłem o niego.

Nie planowałem go.

Nie wpisałem go do kalendarza.

A jednak przyszedł.

Przez lata wydawało mi się, że droga człowieka prowadzi przez działanie. Trzeba coś tworzyć, naprawiać, porządkować, dźwigać. Tymczasem są chwile, gdy życie odbiera nam narzędzia i mówi:

„Usiądź. Patrz. Słuchaj.”

To trudna lekcja.

Zwłaszcza dla tych, którzy lubią być potrzebni.

Dla tych, którzy mierzą dzień tym, co udało się zrobić.

Dla tych, którzy chcą zostawić po sobie ślad.

A jednak wszystko, co najważniejsze, rodzi się w ciszy.

Drzewo rośnie w ciszy.

Kamień dojrzewa w ciszy.

Modlitwa dojrzewa w ciszy.

Miłość dojrzewa w ciszy.

Może więc ten czas nie jest stratą.

Może jest pustynią.

A pustynia nie jest miejscem bez Boga. Przeciwnie. To właśnie tam najłatwiej usłyszeć Jego głos.

Patrzę teraz przez okno na świat, który biegnie dalej swoim rytmem. Ludzie spieszą się do pracy. Samochody jadą drogami. Dzień przynosi swoje sprawy.

A ja uczę się siedzieć.

Uczę się przyjmować pomoc.

Uczę się nie walczyć z tym, czego zmienić nie mogę.

Uczę się ufać.

W Ewangelii Jezus często odchodził na miejsce pustynne. Nie dlatego, że nic nie miał do zrobienia. Właśnie dlatego, że miał do zrobienia rzeczy najważniejsze.

Być może ten czas jest moją małą pustynią.

Czasem, którego nie wybrałem, ale który został mi dany.

I jeśli uda mi się wyjść z niego z odrobinę spokojniejszym sercem, z większą wdzięcznością za każdy krok i każdy oddech, wtedy okaże się, że operacja dotyczyła nie tylko kręgosłupa.

Być może Pan leczył coś jeszcze głębiej.

A resztę pozostawiam Jemu.






Komentarze

Popularne posty